sobota, 4 lipca 2015

Pozostać sobą w świecie pełnym oczekiwań

Z. uważa, że jako młodsza powinnam wykazać się większą wyrozumiałością. A. postrzega mnie jako bardzo zasadniczą (czasem aż za bardzo). J. uznał, że nie ma już ze mną o czym rozmawiać, bo jestem nieczuła na jego „krzywdę”. M. nie do końca popiera moje wybory, więc muszę się z nich tłumaczyć. E. przestała już oczekiwać po mnie czegokolwiek. S. sądzi, że wszystko jest normalnie i powinnam się dostosować. K. co chwilę testuje moją cierpliwość, rzucając mi nowe wyzwania z przeświadczeniem, że im nie podołam. D. traktuje mnie jak alfę i omegę, która wie wszystko o wszystkim. K. i D. myślą, że znikąd wezmę trochę czasu i spotkamy się na kawie. B. i W. nie rozumieją idei wstępnych egzaminów, traktując je jako zwykłą formalność. Dla K. Wrocław stanowi miasto trzeciej kategorii, a mnie przez to traktuje jak istotę z innego kontynentu…

Uginając się pod ogromem oczekiwań, siadam zmęczona na kanapie. Myślę, że złapię trochę oddechu i zastanowię się do jakiego stopnia jestem jeszcze sobą? Część znajomych udziela mi rad z „dobroci serca”, a część ma na względzie tylko własną wygodę. Jak ich odróżnić?

A może wcale nie należy klasyfikować znanych mi ludzi na tych „mniej i bardziej życzliwych”, tylko zastanowić się nad sobą? Ustalić jeden jasny kurs i bez względu na to jak będzie kołysać moją łódką, trzymać się wytyczonego kierunku (chociaż wcale nie jest super rozsądno-logiczny). Mam ostatnio ochotę krzyknąć:
„Hej! Ja tu wciąż jestem!”

Kiedy już wypatrzę dziurę w monologu innych osób i jakimś cudownym sposobem uda mi się ją wykorzystać na wypowiedzenie powyższego zwrotu, pada pytanie: „No dobrze. To co planujesz?”

Wtedy ponownie zamykam usta i przez chwilę zachowuję się jak ryba wyrzucona na brzeg – łapię powietrze, licząc że tyle wystarczy do wypowiedzenia słów. Szybko zostaje pozbawiona złudzeń triumfalnym hasłem: „No widzisz!”

Tak – widzę całkiem dobrze, że oczekujesz ode mnie planu na najbliższe 5 lat. Nie posiadam jednak takiego, ponieważ nie wiem jeszcze ile mogę oczekiwać od życia – nie wypróbowałam go na tyle. Ha! Tylko jak można nie mieć planu?! Wszyscy teraz planują! Wszyscy wiedzą co chcą od życia, jakie studia i kursy skończyć, gdzie pracować i ile posiadać dzieci ze swoim wyśnionym mężem (którego jeszcze nie poznały). Magiczne słowo „wszyscy” sprawia, że wzdrygam się za każdym razem gdy je usłyszę.

Pamiętam zdziwienie znajomych rodziców, kiedy porzuciłam pierwsze studia. Ironia losu okazała się dla mnie przezabawna, bo właśnie w tym roku ich syn również zrezygnował ze swoich studiów, podchodząc ponownie do rekrutacji… Wtedy „wszyscy” wiedzieli czego chcą od życia – dzisiaj „każdy ma prawo, by szukać siebie”.

Przekleństwem jedynaczki, wychowanej przez parę rozsądnych ludzi jest nadmiar praktyczności. Robię to, co może przynieść jakieś korzyści lub rezultaty. Nie przepłacam. Lubię widzieć we wszystkim sens. Jak coś robię, to na 100%. Rzadko działam spontanicznie („bo to nierozsądne”).
„Czas, którego marnowanie podobało Ci się,
nie jest czasem zmarnowanym.”

Teraz jednak nadszedł czas na odrobinę szaleństwa, na nowy świat i nowych ludzi. Czas na „nie pytaj co dalej”, na bycie nierozważną. Na to, żeby nikt niczego nie oczekiwał. Bo kiedy wszyscy czegoś oczekują, to jak poznać kim się jest naprawdę? Zawsze staram się spełniać stawiane mi wymagania, bo jestem jedynaczką. Tak mnie wychowano, a teraz chciałabym to porzucić. Chociaż na chwilę. Chciałabym poznać życie z innej strony – tej, z której nie muszę się tłumaczyć „dlaczego?”, kiedy nie muszę przekonywać że „to ma sens”. Bo właśnie wysoce prawdopodobne jest, że nie ma w tym logiki. I dlatego chcę to zrobić. Zanim zacznę żyć na poważnie z pracą na etacie w wynajętym mieszkaniu z mężem i dwójką dzieci.

A jednocześnie czuję sens mojej decyzji – niewidoczny dla innych i ledwo uchwytny dla mnie samej. Po prostu wiem, że wydarzy się coś dobrego, więc czy na pewno potrzebuję 5-letniego planu niczym dobrze zarządzane przedsiębiorstwo? Może zwyczajnie wystarczy przeświadczenie, że obojętnie co się nie wydarzy, ja sobie poradzę?
Frost Robert „Droga”
Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie.
Żal, że nie mogłem przebyć obu
- Samotny wędrowiec, którego w świat niesie.
Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej progu,
Jak skręca w oddali i w poszyciu znika.

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta,
Słuszność decyzji motywowała,
Jakby chciała być przeze mnie przetarta,
Choć od pierwszej się nie odróżniała,
A obie były wytyczone.

Tamtego ranka wyglądały na podobne.
Nie było śladów żadnego człowieka.
Na pierwszą powrócę - rzuciłem na odchodne
Wiedząc, jak droga potrafi być daleka.
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić.

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie,
Gdy będę rozważał drogę obraną.
Dwie drogi rozchodziły się w lesie,
A ja? Ja obrałem tą mniej uczęszczaną.
I to właśnie wszystko odmieniło.

20 komentarzy:

  1. Z tą rozsądnością i spontanicznością mam podobnie, jak Ty, a mam dwójkę rodzeństwa ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...czyli wszystko jest kwestią wychowania?

      Usuń
  2. To taki proces, który czasami trwa całe życie..uwalnianie się i stawanie się sobą..Musimy poznać siebie sami zanim ..czasami trzeba siebie poszukać:). Wybrać drogę nie tę mniej uczęszczaną ale tą włąściwą, właściwą dla mnie, tą którą poczuł mój "nos"[intuicja} a jeszcze lepiej serce
    Trzymam kciuki za Twe wybory!!!
    I pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie myślę, że nie, bo dość wcześnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, czego chcę. No chyba, że będę szukać całe życie, to wtedy okaże się to długotrwałym procesem. Ale myślę, że ułoży się zupełnie inaczej.
      Co do intuicji to jakoś boję się jej ufać... parę razy mnie zawiodła. Niemniej czasem, po prostu coś się czuje i koniec - bez racjonalnych wyjaśnień.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Niestety brutalna prawda jest taka, że nigdy nie będziemy sobą. Artyści nie mogą tworzyć wszystkiego, co chcą. Urzędnicy nie mogą opieprzyć klienta, który ich obraża, a politycy mówią ludziom to, co oni chcą usłyszeć.
    Poza tym jest jeszcze prawo, tradycja, rodzina itd. Ale najważniejsze, by być sobą na tyle, na ile jest to możliwe, a przynajmniej próbować.
    Jeśli ktoś mówi, że Wrocław to dziura (4 miasto w Polsce), to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się z Tobą. Artyści mogą tworzyć co chcą - najwyżej nikt nie będzie kupował ich dzieł. Urzędnicy mogą opieprzyć klienta - w konsekwencji będą zmuszeni szukać innej pracy. Politycy mówią to, "co się sprzedaje", ale oni jeszcze nie wpadli na to, że mogą mówić co chcą. Myślę, że kiedyś obecny system myślenia upadnie.
      Można wszystko - tylko trzeba liczyć się z konsekwencjami.
      Prawo, tradycja, rodzina - zgodzę się, że to są ograniczenia, ale w większości nie odbiegają od tego, co sami byśmy sobie narzucili.
      Co do Wrocławia, to wybieram opcję ze śmianiem się ;-)

      Usuń
    2. Wiesz, jeśli ktoś jest lekarzem i zarabia kilkanaście tysięcy na miesiąc, to może sobie pozwolić pisać niepoprawne politycznie wiersze czy felietony do szuflady.
      Ale, jeśli ktoś żyje tylko z pisania tekstów do gazet czy Internetu, to musi w pewien sposób się sprzedać.
      Politykiem nie mógłbym być, bo musiałbym codziennie kłamać ludzi, nie mógłbym być też księdzem, bo żyłbym w hipokryzji, ale chyba już za daleko poszedłem w tych rozważaniach;)

      Usuń
    3. "Sprzedać się" - być może. Ale pomyśl też nad tym jak często w dziejach historii coś nowego, oryginalnego (a czasem i niezgodnego z propagandą) zyskało w oczach ludzi. Powiew świeżości jest potrzebny, tylko trzeba wyczuć chwilę i nie dać się zaszufladkować jeżeli wierzy się w to, co się piszę.
      No troszkę Cię poniosło... ;-) Ale ja do polityki też bym się nie nadawała z podobnych względów co i Ty. Poza tym nie umiem odnaleźć się w układach i układzikach - szybko bym zginęła ;-)

      Usuń
    4. Zależy, co znaczy "sprzedać się". Żyjemy w takim świecie, że żeby osiągnąć sukces trzeba mieć odpowiednie znajomości, układy itd. Ważne, żeby nie przekroczyć pewnej granicy. Szanuję i lubię takich ludzi jak Kazik czy Herbert. Oni nigdy nie kochali komunizmu i nie lizali nikomu tyłków. A wielu artystów i literatów za komuny było ateistami, a teraz kochają Kościół i Boga. To chyba jest sprzedanie się.

      Usuń
    5. Tym sposobem chyba sam sobie odpowiedziałeś na pytanie "co to znaczy sprzedać się?" Nie chcę nikogo osądzać, bo wyznaję zasadę, że dopiero znajdując się na czyimś miejscu można powiedzieć "ja zachowałabym się inaczej". W innym wypadku staram się zrozumieć motywy i raczej rzadko osądzam. Naiwnie wierzę, że ideały (w sensie przekazywane myśli - nie ludzie) gdzieś tam istnieją i jak się chce to można. Ale wiem też, że tak postępują jednostki. Niemniej wolę wyszukiwać jednostek niż spoglądać na ogół.

      Usuń
  4. Pewnie, że w życiu trzeba czasem wziąć na luz i pozwolić żeby samo płynęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zwyczajnie inaczej się nie da ;-)

      Usuń
  5. A ja kocham Wrocław i trzymam za Ciebie kciuki. Wybierz to, co podpowiada Ci serce. Ja nie miałam dość odwagi i dziś żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa! W chwili zwątpienia dały mi dużo do myślenia.

      Usuń
  6. wycisz się, wsłuchaj w siebie, czego pragniesz. to Twoje życie i nikt inny za Ciebie go nie przeżyje. nie musisz mieć 5-letniego planu, wystarczy, ze zrobisz pierwszy krok a droga sama Cie poprowadzi. tylko trzeba podjąć decyzję, wybrać którąś z dróg. bardzo lubię ten wiersz o drogach. bo nie rzecz w tym, którą wybierzesz, tylko jakie wybory i jakie działania podejmiesz podczas wyprawy. najgorzej jest żyć w zawieszeniu, dlatego podejmij decyzję, jaką podpowiada Ci serce i idź - działaj, buduj tak, jak Ty chcesz i jak sobie wymarzyłaś, jak Tobie jest dobrze.
    pozdrawiam Cię, trzymam kciuki za Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To coś jak z jazdą samochodem w dużej mgle - widzisz tylko najbliższe kilka metrów przed sobą. Moje życie właśnie tak wygląda - skupiam się nad tym, co jest najbliżej.
      Dzięki za kciuki i miłe słowa :-)

      Usuń
  7. Skąd ja to znam... rodzice oczekują ode mnie ukończenia studiów, dobrej pracy i minimum 3 wnuków.. chłopak planuje wyjechać i zabrać mnie za granicę kiedy ukończymy szkołę.. każdy planuje moją przyszłość, a ja jeszcze nie wiem co chcę robic ze swoim życiem... póki co jestem w 3 kl technikum i mam jeszcze czas na rozmyślanie o przyszłości. Wierzę, że pomału się wszystko ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci od planowania przyszłości są chyba najgorsi (w sensie najtrudniej się z nimi dyskutuje). Przede Tobą jeszcze sporo czasu i naprawdę wiele może się wydarzyć. Czasem wystarczy mieć tylko ogólny zarys, a detale z czasem same powskakują na swoje miejsce :-)

      Usuń
  8. Mądre, rzeczowe przemyślenia. Kiedy ktoś ma tyle refleksji i merytorycznych uwag, wybierze własną drogę. Pozdrawiam Ciebie i przepiękny Wrocław.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa - oby się sprawdziły, aczkolwiek po egzaminach wstępnych widzę, że "moja droga" idzie swoją drogą a egzaminy pójdą swoją ;-) Na razie czekam na wyniki, ale testy były naprawdę trudne.
      Pozdrawiam :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...