środa, 15 lipca 2015

Nawyk siódmy: ostrzenie piły


„Kiedy czasami zdam sobie sprawę z olbrzymich konsekwencji całkiem małych rzeczy…
nie mogę odeprzeć myśli… że małych rzeczy nie ma.” /Bruce Barton/

Pięknie się złożyło, że po moim naukowym maratonie (dokładnie tak! z początkiem tego tygodnia napisałam egzaminy i do przyszłego tygodnia czekam na wyniki, o czym wkrótce napiszę trochę więcej), sięgnęłam po ostatni nawyk S.R. Covey’a z książki „7 nawyków skutecznego działania”. Ostatni nawyk polega na „konserwowaniu i wzmacniani najważniejszego swojego źródła produkcji – siebie samego.”


Rozdział zaczyna się od dialogu pomiędzy drwalem i przypadkowym przechodniem. Drwal od kilku godzin próbuje ściąć potężne drzewo i kiedy spacerowicz proponuje zrobienie mu przerwy, by trochę się zregenerować, ale przede wszystkim naostrzyć piłę (by lepiej i szybciej cięła), drwal odpowiada, że „nie ma czasu, bo musi pracować”.
Czasem należy przekalkulować czy chwilowe zwolnienie lub zrobienie sobie przerwy na regenerację lub zmianę myśli nie przyniesie więcej korzyści (w dłuższym okresie czasu) niż uparte i żmudne pracowanie mimo wszystko w myśl zasady „bo goni mnie czas”.



Regeneracja człowieka dotyczy czterech wymiarów: fizycznego, duchowego, umysłowego i społeczno – emocjonalnego. Nawyk dbania o siebie powinniśmy tak długo praktykować aż stanie się naszą drugą naturą. Poza tym nikt nie zrobi tego za nas i tym samym nikt nie zrobi tego lepiej od nas samych. Tylko wtedy, jeżeli o siebie zadbamy, możemy oczekiwać wspaniałych rezultatów z własnej pracy.

Wymiar fizyczny
W skład wchodzi: sposób odżywiania, odpoczynek i odprężenie oraz regularna gimnastyka. Błędem jest typowe myślenie współczesnego człowieka, że „ja nie mam czasu, by gotować zdrowe posiłki/ćwiczyć”. Prawidłowe założenie brzmi: „Ja nie mam czasu, żeby tego nie robić!” - w myśl przyszłych, możliwych do osiągnięcia sukcesów. Zadbanie o siebie w wymiarze fizycznym pozwala zachować zdolność do pracy, przystosować się do zmiennych warunków otoczenia oraz zwyczajnie daje radość. Wszystko razem wpływa na samoocenę, poczucie własnej wartości oraz spójność wewnętrzną.

Wymiar duchowy
Określany mianem naszego rdzenia – naszego centrum, które jest zobowiązane względem naszego systemu wartości. Pielęgnowanie wymiaru duchowego to m.in. czytanie literatury pięknej, słuchanie muzyki klasycznej lub pozostanie w kontakcie z naturą. Osobiście należę do grona osób, które lubią obcować z naturą – zostawić za sobą zgiełk i harmider miasta, by na chwilę poczuć się naprawdę blisko natury i móc się wyciszyć. Wiadomo, że to wymaga czasu – może godziny, może więcej, ale wszystko, co przynosi korzyści potrzebuje czasu. Nie warto skąpić go w przypadku własnej osoby.

Wymiar umysłowy
To w głównej mierze edukacja – zapoczątkowana przez system nauczania i nie zawsze już kontynuowana w sposób indywidualny (bo brakuje zewnętrznego bodźca). Na szczęście problem zaniechania nie dotyczy osób proaktywnych, bo oni zawsze znajdą sposób, by pogłębiać już zdobytą wiedzę (albo poznawać zupełnie nowe dziedziny). Obecnie najczęściej polega to na czytaniu dobrych książek. Zalecane jest również pisanie – czy to własnych niezależnych myśli i olśnień czy też listów, które wymagają zagłębienie się w opisywany temat.

Wymiar społeczno – emocjonalny
Ten jeden wymiar nie wymaga, by poświęcać mu określoną ilość czasu w ciągu dnia – on odbywa się „przy okazji”, ale mimo wszystko wymaga ćwiczeń. Ten wymiar to głównie odwołanie się do nawyku czwartego ("myśl w kategoriach wygrana-wygrana"), piątego ("staraj się najpierw zrozumieć, potem być zrozumiany") i szóstego ("synergia"). Powodzenie w ich zastosowaniu zależne jest od poczucia osobistego bezpieczeństwa. A skąd ono się bierze? Od nastawienia naszego umysłu. „Przychodzi z naszego wnętrza. Ze słusznych paradygmatów i właściwych zasad zakodowanych głęboko w naszych sercach i umysłach. Przychodzi z wewnętrznej zgodności, ze spójnego życia, w którym codzienne nawyki odbijają nasze najgłębsze wartości.”

O tym, że kontakty międzyludzkie są istotne nie trzeba nikogo przekonywać. To co zyskujemy dzięki innym to między innymi wiara we własne siły.

„Był prawdopodobnie taki moment w twoim życiu, gdy miałeś koło siebie kogoś, kto w ciebie wierzył, mimo iż ty sam wtedy w siebie nie wierzyłeś. Dał ci inny scenariusz. Czy wpłynęło to na twoje życie?
A gdybyś był pozytywnym scenarzystą, potwierdzającym wartości innych ludzi? Kiedy ludzie, którzy kierują się społecznym zwierciadłem, próbują pójść niższą ścieżką, ty, ponieważ w nich wierzysz, inspirujesz ich, by wybrali wyższą.”

Na pierwsze trzy wymiary zalecana jest godzina dziennie. Czwarty wymiar dzieje się samoistnie w trakcie trwania dnia. Niemniej tylko równomierne zajmowanie się wszystkimi czterema wymiarami pozwala na uzyskanie optymalnych wyników. Zaniedbanie któregokolwiek pola odbija się negatywnie na pozostałych. Z kolei równomierne dbanie o każdy wymiar stwarza możliwości powstania synergii.

Podsumowując całą książkę i ten mini-cykl comiesięcznych postów, zacytuje fragment z książki, bo mnie samej trudno o znalezienie lepszego uzasadnienia dlaczego warto zacząć stosować wszystkie 7 nawyków w swoim życiu.


„Siedem nawyków skutecznego działania pozwala wytworzyć optymalny poziom synergii pomiędzy czterema wymiarami funkcjonowania. I chociaż nawyki wymagają pewnej kolejności, poprawa w zakresie jednego nawyku zwiększy synergicznie twoją zdolność wypracowania pozostałych.
Im bardziej jesteś proaktywny (nawyk pierwszy), tym skuteczniej możesz wprowadzić w czyn kierowanie sobą (nawyk drugi) i zarządzanie swoim życiem (nawyk trzeci). Im skuteczniej zarządzasz swoim życiem, tym więcej czasu możesz poświęcić odnawiającym działaniom z ćwiartki II (nawyk siódmy). Im bardziej starasz się najpierw zrozumieć innych (nawyk piąty), tym lepszym efektem zakończą się twoje starania osiągnięcia postawy „wygrana-wygrana” (nawyk czwarty i szósty). Im lepiej opanujesz którykolwiek z nawyków prowadzących do niezależności (nawyk pierwszy, drugi, trzeci), tym skuteczniej będziesz działał w sytuacjach współzależnych (nawyk czwarty, piąty, szósty). A odnowa (nawyk siódmy) jest procesem odnawiania wszystkich nawyków.”

Potwierdzam opinię, z którą nieraz się spotkałam – książka nie jest łatwa. Podczas jej czytania należy się skupić, bo łatwo można się pogubić. Tym bardziej, że autor nie raz odwołuje się do tego, co wcześniej napisał. Dlatego lepiej nie robić sobie tak długich przerw miedzy rozdziałami, jak zrobiłam to ja ;-) Poza tym Covey pisze o rzeczach trudnych – niektóre wydają się być oczywiste, ale dopiero po sprawdzeniu niektórych rad autora okazuje się, że wcale nie posiadamy wyrobionego nawyku tak jak początkowo myśleliśmy. Autor otwiera oczy czytelnika na wiele spraw i pisze o nich w zupełnie odmienny sposób niż miałam okazję się z tym dotychczas spotkać. Jest to bardzo interesująca pozycja i cieszę się, że udało mi się ją przeczytać (mimo, iż zajęło mi to dużo czasu – wiem!) i szczerze ją polecam – ale bardziej na jesienne wieczory niż upalne popołudnia ;-)

Powiązane wpisy:
Co to jest paradygmat i na co on komu?
Nawyk pierwszy: bądź proaktywny
Nawyk drugi: zaczynaj z wizją końca
Nawyk trzeci: rób to, co najważniejsze
Nawyk czwarty: myśl w kategoriach wygrana-wygrana
Nawyk piąty: najpierw staraj się zrozumieć, potem być zrozumiany
Nawyk szósty: synergia

14 komentarzy:

  1. Chyba nawet pisałam posta pt. "Naostrz piłę", skądś znałam tę opowieść... Dla mnie takie "ostrzenie piły" jest bardzo ważne, ale znam ludzi (nie wiem skąd się tacy tytani pracy biorą), którzy twierdzą, że oni ciagle muszą działać, skakać od jednego obowiązku do drugiego, a na deser ploteczki w kręgu znajomych. Wreszcie późny wieczór, każda minuta dnia wykorzystana na maxa, można położyć się spać z poczuciem dobrze przeżytego dnia. Zastanawiam się, jak długo można tak ciągnąć bez uszczerbku na zdrowiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też taką osobę poznałam i z początku nie wiedziałam jak się do niej odnosić: jak do zwyczajnej osoby czy też cudu świata? Bo przecież to niemożliwe być non stop w ruchu. Imponuje mi takie podejście do sprawy, ale często przekonuje się, że wszystko musi mieć swoje granice... Pewnie zależy z jak dobrym zdrowiem zaczynamy plus to jak traktujemy swój organizm w trakcie takiej orki.

      Usuń
  2. Bardzo, baaaaaardzo trafny cytat. Często wielkie kłopoty wynikają z ''błahostek''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się również spodobał :-)

      Usuń
  3. o, ciekawa książka to musi być, mam nadzieję, że kiedyś na nią trafię :)
    regeneracja jest ważna, bez dwóch zdań, jesteśmy tylko ludźmi a nie robotami :)
    pozdrawiam Cię ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I póki nas coś nie złamie, to zapominamy o tym, że też potrzebujemy snu i pożywienia jak inne ludzkie jednostki ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nie czytałam a widzę że fajna książka, choć trudna jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj trudna. Często jest tak, że to co trudne, to jest wartościowe. Ale równie często na to "trudne" trzeba mieć czas i chęci. Nie warto zmuszać się na siłę, bo "tak wszyscy robią" lub "bo tak wypada". Wiem to po sobie ;-)

      Usuń
  5. Post rewelacyjny. Fajnie to wszystko ujęłaś ;)
    Często coś chcemy tak szybko skończyć, że nie zastanawiamy się nad naszymi potrzebami, tylko nad lecącym czasem.
    A jeszcze najgorszej jak jesteśmy osobami, które robią wszystko na ostatnią chwilę i myślą, że wyprzedzą czas. I zamiast zrobić to powoli, dokładnie i precyzyjnie to robią to pod koniec, tracąc noc i czas na regeneracje.
    Książka po Twoich postach, naprawdę zachęca do przeczytania i dobrze napisałaś, że wymaga skupienia. Bo pewnie czytając na "tzw. odwal się" dużo rzeczy można ominąć albo inaczej zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobał ;-)
      Oj, Ci co robią na ostatnią chwilę to chyba muszą żyć pod ogromną presją, a ja się do tego osobiście nie nadaje. I nawet nie chodzi w tym momencie o brak czasu na relaks/regenerację, ale o nerwy i stres. Szkoda zdrowia mi na to, kiedy wiem że można coś zrobić spokojniej :-)
      Myślę, że czytając na "odwal się", nie warto w ogóle jej czytać - dobrze to uzasadniłaś :-)

      Usuń
  6. Ja nie lubię czytać takich książek. Nie lubię poradników.
    Ale zgadzam się z tym, że fajnie jest dbać o siebie. Od paru lat czytam bardzo dużo książek, od kilku miesięcy często ćwiczę. Nie palę, nie ćpam, rzadko piję.
    To, co mogę poprawić to zdrowiej się odżywiać, poprawić relacje z Żoną, rodzicami, znajomymi. Pewnie też więcej pisać, lepiej pisać. Zawsze są tysiące rzeczy do poprawy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poradniki to specyficzny rodzaj - mnie też mało który podchodzi. Plus to, że w pewnym momencie można odczuć przesyt, kiedy w kółko piszą o tym samym (tymi samymi lub podobnymi słowami).
      Przypuszczam, że każdy ma szereg aspektów życia, które mógłby poprawić. Tylko, że zawsze pojawia się coś ważniejszego/pilniejszego/ciekawszego. Grunt to nie przegapić dobrych momentów na poprawę i koniecznie poprawiać ;-)
      Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  7. Gdzieś już czytałam tę opowieść o ostrzeniu piły i staram się jej przestrzegać w życiu. Czasami warto sobie odpuścić i odpocząć, by potem znów ruszyć naprzód ze zdwojoną siłą. I to naprawdę się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że się sprawdza. Obecnie jestem wypompowana, ale w sierpniu liczę na jakiś odpoczynek - dla zachowania równowagi ;-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...